Kolejny film francuskiego reżysera F. Ozona „Ricky” właśnie miał swoją polską premierę. Ozon po raz kolejny zdaje się zawadiacko igrać z oczekiwaniami widzów i podsuwa im codzienną historię z niecodziennym małym bohaterem.
Fabuła początkowo jest całkiem banalnie prosta: jak przystało na kino społeczne – samotna matka mieszkająca w szarym bloku socjalnym i pracująca w fabryce poznaje mężczyznę, z którym wdaje się w błyskawiczny romans, którego owocem jest Ricky. Obietnica szczęśliwego życia rodzinnego jednak szybko się rozmywa, bowiem w natłoku obowiązków pojawiają się nieustanne konflikty i ojciec dziecka odchodzi. Nagle w tę sytuację wkraczają elementy magiczne: niemowlęciu zaczynają wyrastać skrzydła. Rzeczywistość miesza się z fantastyką podaną w dość komiczny sposób (wzbudzający zamęt lot Ricky’ego nad półkami w supermarkecie) lub poetycki sposób (symboliczna scena nowego początku i „oczyszczenia” matki dziecka w wodzie).
Jest przewrotnie, rzewnie, onirycznie, nawet makabrycznie, a wszystko to doprawione kinem zgoła społecznym. Zalecamy koneserom dziwacznych połączeń.



