Kobietą być
21.01.10

Przygoda życia

Pasja, przygody, fotografia, kulinaria i moda. Po zwiedzeniu Europy przyszedł czas na Stany Zjednoczone. Konsekwentnie realizuje marzenia i pewnie kroczy przez życie. O podróżach, suszonych larwach i o przygodzie bycia Au-pair opowiada nam autorka bloga The Adamant Wanderer, ULA FIEDOROWICZ.

Ile miałaś lat, gdy wyruszyłaś w pierwszą samodzielną podróż do obcego kraju? Które państwo było celem twojej wyprawy i jakie odczucia wówczas tobie towarzyszyły?
- Za pierwszy poważny samodzielny wyjazd uznaję kurs językowy w Londynie w wieku 18 lat. Pamiętam jak dzień przed wyjazdem płakałam i skarżyłam się mamie, że nie chcę jechać. Podobnie czułam się w drodze na lotnisko. Po dwóch tygodniach samodzielnego eksplorowania Londynu byłam gotowa na podbój świata. Tamten wyjazd był przełomowy, ponieważ wiele zmienił w moim podejściu do podróżowania.

„5 dni, 5 lotów, 5 państw. Było ekstra!” Ekspresowe tempo podróżowania. Nie masz czasem wrażenia, że tak krótkie wizyty w poszczególnych krajach pozbawiają cię możliwości dokładniejszego poznania danego regionu?
- Według mnie nie liczy się długość czasu spędzonego w danym miejscu, a sposób jego wykorzystania. Można mieszkać całe życie w jednym miejscu i nie wiedzieć, że za rogiem kryje się coś fantastycznego. Będąc gdzieś na krótko staram się chłonąć wszystko z taką siłą, że czasami po jednym dniu stwierdzam, że pół dnia byłoby również wystarczające.

Podczas jednego tygodnia byłaś w Poznaniu, Brukseli, Wrocławiu i zdążyłaś jeszcze wziąć udział w eliminacjach do Akademickich Mistrzostw Polski w pływaniu. Jak wytrzymujesz tak intensywny tryb życia i co o tym sądzą twoi rodzice?
- Moje życie było znacznie bardziej intensywne w latach szkolnych. Trenowałam wtedy pływanie i, poza treningami, nie miałam czasu na nic. Teraz takie szalone tempo zdarza się jedynie od czasu do czasu, a ja czuję się wtedy świetnie. Rodzice nie mają nic przeciwko mojemu stylowi życia. Cieszą się i czekają z niecierpliwością na opowieści z podróży.

Najtańszy bilet lotniczy kupiłaś za 1 gr. Zdradzisz w jaki sposób wyszukujesz tak tanie połączenia? Odnoszę wrażenie, że jesteś w tym mistrzynią.
- Od kilku lat wyszukuję tanie bilety lotnicze. Na początku wszystkich dziwiło, że lecę gdzieś za 100 czy 200 złotych. W końcu zaczęłam szukać tańszych biletów i udało mi się znaleźć jeden za grosza, co teraz ciężko przebić. Podróżując w Europie zazwyczaj wybieram linie Ryanair, które są najtańszymi na rynku. Zazwyczaj moje poszukiwania wyglądają następująco: odwiedzam stronę danych linii lotniczych w Internecie, obserwuję promocje, szukam dni, w których bilety są najtańsze i kupuję. Decydując się na tani lot rezygnuję z dodatkowego bagażu, za który doliczana jest dodatkowa opłata. Wybieram więc ten podręczny i pomijam również zakup ubezpieczenia, co podwyższyłoby cenę biletu. Żadne podatki i opłaty lotniskowe też nie są doliczane do kosztu biletu, o ile jest w pełnej promocji.

W jaki sposób planujesz kolejne podróże? Czy robisz listę zabytków, które musisz zobaczyć?

- Wybierając cel podróży kieruję się tym, gdzie jeszcze nie byłam oraz kosztami transportu. Kiedy mam już postanowione gdzie pojadę, szukam w internecie informacji o tym, co warto zobaczyć, oglądam mapy i zdjęcia. Nie biegam na siłę po muzeach i staram się unikać turystów. Wolę fotografować prawdziwe oblicze danego miejsca, spróbować lokalnej kuchni czy chociażby usiąść na ławce i obserwować ludzi.


Zapytam przewrotnie – czy jest jakieś państwo, którego nie chcesz odwiedzić, np. ze względu na wysoki poziom niebezpieczeństwa, jak Afganistan, Pakistan czy Irak?
- Nie ma państwa, którego pod żadnym pozorem nie chciałabym odwiedzić. Na chwilę obecną obawiałabym się samotnej wyprawy do kilku afrykańskich krajów czy na Bliski Wschód, ale za kilka lat to może się zmienić. Część państw Ameryki Środkowej oraz Południowej również nie należy do najbezpieczniejszych, ale we wszystkie te miejsca mogłabym się wybrać, o ile ktoś chciałby mi towarzyszyć.

Jesteś doświadczoną globtroterką, proszę podaj kilka praktycznych rad jak zaplanować niezwykłe wakacje.

- Przede wszystkim trzeba CHCIEĆ je zaplanować. Gdyby każdy poświęcił godziny i dni nad planowaniem swoich wojaży, to biura podróży byłyby zbędne. W dobie internetu wszystkie informacje są na wyciągnięcie ręki i to z jego pomocą można zorganizować całą podróż. Nie mam złotego środka na zaplanowanie niezwykłych wakacji, bo dla jednych oznaczają one trekking w Himalajach, dla drugich to zwiedzanie Paryża, a ktoś inny cały rok marzy, żeby latem wybrać się nad Bałtyk.

Jesteś miłośniczką gotowania i jedzenia. Próbowałaś nawet suszonych larw… Jak smakowały?

- Smakowały jak połączenie kartonu z suchym pokarmem dla psa. Nie były to jednak typowe larwy, jakie oglądamy czasami w programach kulinarno-podróżniczych. Jestem przekonana, że będąc w którymś z krajów południowej Azji nie odmówię sobie spróbowania tamtejszych „robaków”. Te suszone wydają się być smaczne.

  Różowe pancakes


Prowadzisz również blog o jedzeniu, a jaka jest twoja ulubiona potrawa?
- Za bardzo kocham jeść, żeby móc wskazać ulubioną potrawę. Jestem jednak fanką kuchni włoskiej, śródziemnomorskiej, a mięso mogłabym na zawsze zastąpić owocami morza. Przepadam za daniami z makaronem, bo nawet przy pomocy oliwy, czosnku i parmezanu można stworzyć z nim wspaniałe w smaku, a zarazem proste danie.

Podróżując poznałaś wiele kultur, osób, widziałaś zabytki. Ale czego dowiedziałaś się o sobie dzięki wyprawom?

- Dzięki podróżom stałam się pewniejsza siebie, bardziej tolerancyjna oraz otwarta na to co nowe i nieznane. Okazało się też, że potrafię radzić sobie w sytuacjach stresujących, w których nie wszystko idzie zgodnie z planem. Z każdą podróżą odkrywam w sobie coś nowego, choć uświadomienie sobie tego zajmuje mi trochę czasu.

Noc spędzona na trawniku w towarzystwie bezdomnego psa. Mycie włosów w łazience w kawiarni i suszenie ich… suszarką do rąk. Czy przydarzyły ci się jeszcze jakieś nietypowe przygody, o których nie wspomniałaś na blogu?
- Każda podróż niesie ze sobą wiele przygód i tylko część z nich opisanych jest na blogu. Jedna, bardzo stresująca przygoda zdarzyła się w zeszłoroczne wakacje. Mieszkając w Londynie kupiłam bilet za kilka pensów do Kornwalii. Lot był nad ranem, a żeby dojechać na lotnisko musiałam wstać w środku nocy. Autobus spóźnił się 45 minut, a później musiałam jeszcze przesiąść się do kolejnego, który jechał już prosto na lotnisko. Nikt nie wierzył, że zdążę, ponieważ autobus miał dojechać jedynie na 15 minut przed odlotem samolotu. To była bardzo stresująca droga zwłaszcza, że dwa tygodnie wcześniej spóźniłam się kilka minut na samolot do Oslo. Nie mogłam uwierzyć, że przydarzy mi się to drugi raz z rzędu. Na złość dojechaliśmy 12 minut przed odlotem, ale kiedy wybiegłam z autobusu, po 6 minutach siedziałam już w samolocie, gubiąc się jeszcze po drodze i będąc zatrzymaną przez celników. Nie wiem jak tego dokonałam, ale pamiętam, że byłam wykończona. Dzień w Kornwalii był jednak wspaniały, pełen niezapomnianych widoków i po raz pierwszy spróbowałam tam surfingu. Wieczorem wróciłam do Londynu i tym razem obyło się bez stresu.

W relacji z pobytu w Macedonii zamieściłaś zdjęcie małej, brudnej dziewczynki. Jej smutne oczy zapadają w pamięć. Jakie uczucia wywołują w tobie takie obrazki codzienności?
- Widząc taką smutną rzeczywistość z jednej strony w człowieku budzi się współczucie, żal i chęć niesienia pomocy, a z drugiej ogarnia go poczucie niebezpieczeństwa oraz odrazy. To jak z przechodzeniem obok żebraka - zazwyczaj sami przed sobą udajemy, że go nie widzimy, nawet omijamy szerokim łukiem, mimo że gdzieś w głębi serca chcielibyśmy mu pomóc. Wolimy jednak nie zaburzać wizji tego ładnego świata. Otoczeni pięknem czujemy się zwyczajnie lepiej.

 Mężczyzna w wózku, Skopje

 

  Bezdomna dziewczynka w Skopje


Którą z podróży do tej pory odbytych zaliczyłabyś do najbardziej niezwykłych i zaskakujących i dlaczego?

- Jedną z najbardziej niezwykłych podróży była wyprawa minionego lata, przez północną Grecję, Macedonię, Kosowo i Bułgarię. Nie odwiedziłam do tej pory wielu biedniejszych od Polski państw, więc jestem przyzwyczajona, że jeśli jadę za granicę, to czekają mnie większe wygody niż we własnym kraju. Tutaj było na odwrót. Przypomniało mi się, jak to jest kiedy państwa dzielą granicę, nic nie jest jasne, mało kto mówi po angielsku, a sytuacje dnia codziennego są tak kuriozalne, że niewiadomo czy się śmiać czy płakać.
Podróż do USA była natomiast zaskakująca w drugą stronę. Zobaczyłam kraj, który tak dobrze był znany mi z filmów, a jednak doświadczenie tego ‘na żywo’ było czymś zupełnie nowym. Jest to państwo, w którym życie ułatwiane jest na każdym kroku, a rozwiązania zostają podane na tacy, zanim jeszcze zrodzi się problem.

Jakie miałaś wyobrażenia przed podróżą do Kosowa? Jak wspominasz tamtą wyprawę?

- Na wyobrażenie o Kosowie w mojej głowie pojawiał się czarno-biały obrazek kraju pełnego powojennych gruzów, stojącej wśród nich starowinki i przejeżdżającego obok czołgu. Po dotarciu do stolicy Kosowa - Prisztiny, aż zrobiło mi się głupio przypominając sobie wcześniejsze wyobrażenia. Miasto tętniło życiem, restauracje były pełne dobrze wyglądających ludzi, wszędzie budowano jakieś nowe obiekty. Za kilkanaście lat będzie to przeciętna europejska stolica, choć kontrasty pozostaną z pewnością na długo.

Na imieniny dostałaś od taty wzruszający wierszyk. Były łzy? Tęsknisz za bliskimi?

- Nie płakałam, ale wzruszyłam się i przypomniało mi się jakiego mam fajnego tatę. Tęsknię za bliskimi, domem, ale nie na tyle, żeby miało to wyraźny wpływ na mój humor. Dobrze się czuję w Stanach Zjednoczonych, a z rodziną często rozmawiam, co rekompensuje mi tą ogromną odległość między nami.

Jak rodzice oceniają twój styl życia? Nie mówią, że są z ciebie dumni, ale jednak chcieliby żebyś skończyła studia?
- Rodzice wspierają mnie od zawsze. Nawet jeśli czasami nie byli przekonani do któregoś z moich pomysłów, to po czasie i tak uznawali mój wybór za dobry. Nie zmienia to jednak faktu, że nie mogą się doczekać dnia, w którym skończę studia.

1 września spełniło się jedno z twoich marzeń – zamieszkałaś w Kalifornii. Co czułaś stawiając pierwsze kroki w San Francisco czy też przejeżdżając przez słynny Golden Gate?

- Mój pierwszy dzień w San Francisco był mglisty, taki sam też był przejazd przez Golden Gate, nie było nic widać. Kiedy następnym razem przejeżdżałam przez ten most, mogłam już podziwiać niesamowite widoki. Zarówno na początku, tak jak i teraz nie chce mi się wierzyć, że chodzę po San Francisco...

Napisałaś, że w San Francisco już nic ciebie nie zaskoczy, nawet mężczyzna przechadzający się tylko w stringach. Jednak ciekawi mnie czy podczas pierwszych dni twojego pobytu zdarzały się sytuacje, które wywoływały u ciebie zgorszenie czy zachwyt? Jakie były te pierwsze dni?

- W pierwszych dniach mojego pobytu w USA byłam zaskakiwana średnio co pięć minut. Nie było żadnych zgorszeń, same pozytywne zdarzenia. Głównie chodziło o sytuacje życia codziennego, o szczegóły, na które nie zwraca się uwagi, dopóki się one nie zmienią.

Moje ulubione miejsce w San Francisco to…

- Mission, Haight, Lincoln Park… Nie potrafię wskazać jednego miejsca, ale te należą do moich ulubionych.

Krocząc po Nowym Jorku słuchałaś szlagieru Franka Sinatry „New York, New York”. Były łzy. Często się wzruszasz podczas podróży?
- Dość często wzruszam się podczas podróży, z różnych powodów. Zazwyczaj chodzi o wyjątkowość miejsca w którym jestem, widoki, muzykę czy nawet jedzenie.

Dlaczego zdecydowałaś się wziąć udział w programie Au – pair?

- Nigdy przedtem nie byłam w USA, a zależało mi na poznaniu tego kraju. To był łatwy sposób, żeby zamieszkać tu na trochę, a także szansa na podróżowanie za jego granice, co planuję zrealizować w ciągu tego roku.

Jakie twoim zdaniem są plusy i minusy tego programu?
- Plusów jest na pewno więcej niż minusów. Największą zaletą programu jest możliwość mieszkania tu, podróżowania i zarabiania całkiem niezłych pieniędzy, które służą na dobrą sprawę do wydawania wyłącznie na przyjemności . Największym minusem jest ograniczony czas wolny, co utrudnia zwiedzanie i wyjazdy.

Jakie kursy w ramach programu chciałabyś podjąć?

- Zamierzam podjąć trzy kursy. Jeden z nich to prawdopodobnie będzie coś związanego z fotografią, kolejny to „travel writing”- umiejętność przelewania na papier wrażeń z podróży i chyba wrócę po dłuższej przerwie do nauki hiszpańskiego. Jeden z kursów chcę podjąć na Uniwersytecie Stanford.

Czy taki rodzaj pracy jest męczący i trudny?
- Może być męcząca i trudna, ale wszystko zależy od tego z kim pracujemy, czyli od dzieci i host rodziców. Im mniej dzieci, tym łatwiej, różnie też bywa z ich charakterami. Maksymalna liczba godzin pracy w tygodniu to 45 godzin i tak pracuje większość Au – pair. Choć zdarza się, że niektóre z nas pracują mniej godzin.

Wiele osób zastanawia się nad tą formą nauki języka obcego, ale ostatecznie rezygnują z powodu strachu czy braku np. prawa jazdy lub doświadczenia w opiece nad dziećmi. Co powiedziałabyś takim osobom?

- Nie ma przyjemniejszego sposobu na naukę języka, niż mieszkanie w obcym kraju. Znam au-pair, które nie mają prawa jazdy i mimo wszystko znalazły host-rodziny. Nie jest to obowiązek, ale znacznie ułatwia sprawę, bo w tym kraju bez samochodu nie da się praktycznie przeżyć. Doświadczenie w pracy z dziećmi zawsze można zdobyć, a do obowiązkowego minimum 200 godzin zalicza się jakikolwiek rodzaj pracy z nimi. Strach można przezwyciężyć, a co za tym idzie - przeżyć przygodę życia.

Bohaterka wywiadu w jednej z uliczek Barcelony  

Rozmawiała: AGNIESZKA STRUPIECHOWSKA
źródło: My21 - tygodnik dla Młodych, o Młodych, przez Młodych. SuperJA gorąco poleca

Autor artykułu:
5
Twój głos: Brak Średnia: 5 (2 głosy(-ów))

Komentarze

Dodaj swoją opinię



9 + 1 =
Aby mieć pewność, że nie jesteś robotem, rozwiąż zadanie matematyczne, np. 1+3, wpisz 4.

Do góry

Zostań SuperKobietą

Zarejestruj Mnie
Co sądzisz o chustach do noszenia niemowląt?:



Dla Czytelniczek SuperJA przygotowaliśmy konkurs na Dzień Karmienia Piersią, który będziemy obchodzić 1.08. Macie możliwość wygrania unikalnej tuniki lub bluzki do karmienia, projektu Natalii Orłow

Ranking autorów

  • November Ocena: 5
    Ilość głosów: 2
  • paulanigga Ocena: 5
    Ilość głosów: 1
  • ofca Ocena: 4.86
    Ilość głosów: 21

Ranking artykułów