W poniedziałkowy wieczór, 25 stycznia, w warszawskim hotelu Hilton po raz kolejny rozdano Telekamery, najbardziej prestiżowe nagrody polskiej telewizji. Od lat, już tradycyjnie, niekwestionowaną laureatką okazuje się Ilona Łepkowska. Scenarzystka i producentka tym razem wyróżnienie odebrała za serial „Barwy szczęścia” Wcześniej podobny sukces odnosiły „Klan”, „Na dobre i na złe” i „M jak miłość” seriale, do których fabułę stworzyła również tegoroczna zwyciężczyni plebiscytu Tele Tygodnia.
Kilka dni po wręczeniu nagród z panią Iloną Łepkowską SuperJA rozmawia o przepisie na sukces i zawodowych planach na przyszłość.
SuperJa: Już po raz dwunasty widzowie uhonorowali panią statuetką telekamery. Jak czuje się kobieta, której twórczość Polacy od lat, niezmiennie darzą szacunkiem i zaufaniem?
Ilona Łepkowska: Nie uhonorowali mnie, tylko serial, który współtworzę. To na pewno wielka przyjemność, bo w końcu kolejny raz kierowany przeze mnie serial odniósł taki sukces. A ja czuję się... zmęczona.
SJ: Wykreowała Pani wielu serialowych bohaterów, z którymi chętnie identyfikują się miliony widzów. Potrafi pani fikcyjnym postaciom nadać prawdziwe, ludzkie „twarze”, a przy tym sprawić, że są one lepsze, niż przeciętni Kowalscy. Dlaczego? Czy to mają być lekcje, drogowskazy skierowane do pani fanów?
I. L. : Na pewno taka rola "edukacyjna" rozgrzesza nieco komercyjny charakter serialowych produkcji. A poza tym ja mam chyba w sobie duszę nauczycielki czy społecznicy i lubię dawać takie lekcje. Co z nich zostanie w sercach widzów - nie wiem, ale mam nadzieje, że chociaż trochę.
SJ: Obecnie stacje telewizyjne wprowadzają na swoje anteny wiele seriali tj. „Teraz, albo nigdy”, czy „Samo Życie”, których bohaterowie są bardzo nowocześni, postępowi i często żyją w ekskluzywnym świecie. Jak twierdzą ich autorzy, w rankingach profesjonalizmu, zajmują one „oczko wyżej”, niż pozostałe serialowe produkcje. Niby mają wszystko, jednak nie odnoszą sukcesu... Jak Pani myśli z czego to wynika?
I. L. : Myślę, że jeśli porównywać "Barwy szczęścia" i "Samo życie" pod względem profesjonalizmu, to nie mamy się czego wstydzić. "Teraz albo nigdy" na pewno miał budżet o wiele większy, niż moje produkcje, ale mimo to nie pokonywał w oglądalności "M jak miłość" czy nawet "Barw szczęścia". Widać więc, że widzowie "idą" nie za wystawnością produkcji czy zamożnymi bohaterami, ale za opowieścią, która jest im bliska. Za problemami, jakie mają oni sami. Bo większość telewizyjnej widowni to nie są "japiszony" z dużych miast.
SJ: Jakie są pani zawodowe plany na przyszłość?
I. L. : Wyprowadzić "Barwy szczęścia" do trzeciej Telekamery i oddać komuś kierownictwo literackie tego serialu. Odpocząć. Po drodze skończyć scenariusze dwóch komedii kinowych, nad którymi pracuję z Piotrkiem Wereśniakiem i Markiem Modzelewskim. A potem wyprodukować te filmy.
Pani Ilona Łepkowska, na swoim koncie literackim ma czternaście scenariuszy serialowych i filmowych. Prawie wszystkie spotkały się z ogromnym uznaniem widzów. W roku 1988 debiutowała, jako autorka wyśmienitej komedii „wszechczasów”: „Kogel-mogel” i „Galimatias, czyli kogel-mogel II”. Kto nie pamięta perypetii życiowych Katarzyny Solskiej i jej bliskich? Kilka lat później w Polsce nadszedł czas fascynacji środowiskiem radiowców wraz z kolejnym pomysłem scenarzystki na serial: „Radio Romans” Ostatnimi czasy o Pani Łepkowskiej znowu było głośno, przy okazji ekranizacji powieści Katarzyny Grocholi – „Nigdy w życiu” i komedii romantycznej „Nie kłam, kochanie”
Wielbicieli talentu pisarskiego scenarzystki i producentki pani Ilony Łepkowskiej zapewniamy, że nie ma ona zamiaru rezygnować z dotychczasowej pracy, chciałaby jedynie zmienić pole działania. Mówi „ Chcę przestać pisać scenariusze do "tasiemców", ale na pewno nie scenariusze w ogóle.” Z niecierpliwością czekamy na kolejne prezentacje talentu pani Łepkowskiej.
fot. okładka książki "Ł jak Łebkowska", za zgodą wydawnictwa Prószyński i S-ka.






