06.02.10

Mam na imię Julia...

Przyjechałam natychmiast, gdy się dowiedziałam. Najszybciej jak mogłam. Cały czas w autobusie płakałam,  jednocześnie mając nadzieję, że to pomyłka, że kiedy stanę w drzwiach weźmiesz mnie w ramiona i szepniesz do ucha „tęskniłem. Jak dobrze, że jesteś….”

Więc już jestem, kochany. Stoję w progu i wołam, ale ty nie przychodzisz, nie witasz mnie, nie biegniesz do restauracji po zamówiony wcześniej obiad. Jednak ja, jak zwykłam robić w czasie gdy czekałeś na dania, wezmę prysznic i szybciutko się rozpakuję.

Zastanawiam się, kiedy to się stało. Co przegapiłam, co zrobiłam źle, a co zbyt dobrze. Ale wiem, że się nie mylę. Byłam tak pewna tego, że mnie kochasz, że straciłam czujność. Słuchałam co mówisz, ale nie widziałam twoich oczu z bliska. . Nie mogę już przejrzeć się w twoich oczach. Nie patrzysz na mnie tak, jak jeszcze kilka tygodni temu. W ogóle na mnie nie patrzysz. Nie jesteś spragniony dotyku, nie przytulasz jak kiedyś. Leżeliśmy obok siebie, czekałam aż mnie otoczysz ramieniem, jak wtulisz twarz w moje włosy, powiesz, że kochasz, że nigdy wcześniej nikogo.....

Teraz siedzę tak naprzeciw  ciebie ledwie opanowując drżenie serca, cała przerażona, bo wiem, że stało się coś nieodwracalnego. Siedzę tak i patrzę na  ciebie z napięciem i nadzieją, czekając aż położysz głowę na moich kolanach , chwycisz moją dłoń bym głaskała twoje włosy. Siedzę  i patrząc na twoją twarz bez wyrazu, z trudem powstrzymuję  łzy, bo przecież nie lubisz jak płaczę. Nieśmiało dotykam twojej dłoni, tak głodna twego ciepła. Ale czuję tylko chłód.

Jestem tu już trzecią godzinę, a ty nawet mnie nie zauważyłeś. A przecież długo mnie nie widziałeś.  Podchodzę nieco bliżej, choć bardzo się boję.   Pytam czy coś się stało. Czy przestałeś mnie kochać skoro mnie zostawiłeś... Przez ułamek sekundy wydaje mi się, że lekko kiwnąłeś głową w geście zaprzeczenia.  No tak –powiedzieć kobiecie, że się jej nie kocha to zbyt okrutne. Lepiej ją oszukiwać i karmić nadzieją. To waszym zdaniem bardziej humanitarne. Ale jakże pozwalanie by ktoś konał w męczarniach jest bardziej ludzkie niż strzelenie w tył głowy?  Ale kobieta – ja i tak to czuje. Czuje  wasze słabe kłamstewka, widzi jak uciekacie wzrokiem, jak się po prostu oddalacie. By w końcu odejść na zawsze. Czasami bez uprzedzenia, bez słowa. Tak jak ty teraz.

Wiem, że cię straciłam. Nie wiem tylko dlaczego. Mówię więc powoli, modląc się, byś zaprzeczył:
- Mam rację, prawda? Proszę, nie zwódź mnie, nie okłamuj tylko dlatego, że nie masz odwagi przyznać, że już nie kochasz.  Zrozumiem. Przecież wiesz, że ja potrafię wszystko zrozumieć, wytłumaczyć, usprawiedliwić. Teraz wstanę i spakuję  swoje rzeczy.  Będę tu jeszcze około trzydziestu minut i to jest czas dla ciebie. Jeśli nadal mnie kochasz, wstań wreszcie, no rusz się do cholery, powiedz choć słowo albo chociaż westchnij.. Zatrzymaj mnie. Nie musisz wiele mówić. Wypowiedz moje imię. Mam na imię Julia. I miałam być twoja do końca życia. Miałeś mnie kochać i nigdy nie opuścić. Więc dotrzymaj słowa, cholera, dotrzymaj słowa!

Kiedy skończę się pakować, pójdę w stronę drzwi i położę rękę na klamce. Odwrócę się jeszcze, chcąc po raz ostatni spojrzeć na miejsce, w którym byłam tak bardzo szczęśliwa.
Będę się żegnać z kanapą, dywanem i nocną lampką. Zdecydowanie za długo niż powinnam, ale to cały czas jest czas dla ciebie. Jeśli chcesz mnie zatrzymać po prostu wypowiedz moje imię. Mam na imię  Julia. I jestem twoja. Nie chcę miłosnych wyznań, deklaracji, zapewnień. Bo jeśli  mnie zawołasz, będę wiedziała, że kochasz, tylko masz gorszy dzień. No zawołaj. Stoję już z ręką na klamce i naprawdę dłużej stać już nie mogę. Ta cisza mnie zabije. Naciskam na klamkę , drzwi jęczą cicho i już owiewa mnie chłód z korytarza. A może to twój chłód i może to jęk mojego serca?

Wychodzę . Za chwilę zamknę drzwi z drugiej strony. Później pojadę  za tobą w ostatnią naszą podróż. A później wrócę do siebie, napuszczę  wody do wanny. Wyjmę z kosmetyczki jednorazową maszynkę do golenia, ułamię przód, tak żeby  odsłonić ostrze. Potrójne. Rezygnuję z kąpieli. Chcę zatrzymać twój zapach na mojej skórze, chcę zabrać go ze sobą. Usiądę na podłodze w łazience i  zrobię kilka nacięć na nadgarstku. Krew zacznie spływać strumieniem na kafelki,  zmiesza się z moimi łzami .Odejdę szybko i bezboleśnie, bo bardzo za tobą tęsknię. Tylko serce bardzo boli i się skarży. Już dobrze – szepnę – już nigdy więcej cię nie skrzywdzę. To był ostatni raz, moje drogie serce.

Zamknęłam drzwi i weszłam w chłód , który mnie przeniknął od stóp do głów. Nie usłyszałam swojego imienia. Nie zawołałeś mnie. Mam na imię Julia. I jestem twoja
Nie zawołałeś mnie, bo przecież nie mogłeś.Umarli nie mówią.

Zapraszamy na oficjalną stronę Moniki Sawickiej

Autor artykułu:
Monika Sawicka
0
Twój głos: Brak

Komentarze

Dodaj swoją opinię



7 + 5 =
Aby mieć pewność, że nie jesteś robotem, rozwiąż zadanie matematyczne, np. 1+3, wpisz 4.

Do góry