"Przeczytałem kiedyś pewną książkę i całe moje życie się zmieniło" - brzmi obiecująco, prawda? Tak właśnie rozpoczyna się "Nowe życie" tureckiego noblisty Orhana Pamuka. Oto historia studenta, który styka się z tajemniczą księgą, odciskającą nieodwracalne piętno na jego spokojnej egzystencji.
Pierwsze strony książki są obiecujące: historia intryguje a styl Pamuka jest klarowny i piękny. Potem jest troszkę gorzej. Później jest jeszcze gorzej, a pod koniec czytelnik zaczyna się zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi i czy sam autor miał pojęcie o czym pisze. Anioły i morderstwa, religijne uniesienia i terrorystyczne spiski - połączenie powieści kryminalnej z tematyką filozoficzną niestety nie wyszło , i jak na dłoni widać nieklejące się do siebie zdania.
Dlaczego "Nowe życie" wydaje się być pisane na siłę? Temat - książka, która zamienia czytelników w fanatyków - wydaje się interesujący, umiejętności Pamuka - ponadprzeciętne. A jednak powieść ślizga się po powierzchni, mimo że opisuje zagadnienie zgoła metafizyczne. Czekamy z nadzieją na jakąś błyskotliwą myśl, czy też wytłumaczenie całego tego literackiego zamieszania, a ono nie przychodzi. Pisarzowi nie udaje się niestety uchwycić tego, za czym wydaje się gonić. W rezultacie dostajemy przytłaczający stek banałów, przeplatany refleksjami o wpływie Zachodu na Turcję. Najbardziej niezrozumiały wydaje się jednak fakt, że książka, jak podaje tylnia okładka, jest najszybciej sprzedającym się tytułem w ojczystym kraju pisarza. Jak to możliwe? Czy to kwestia świetnego tureckiego marketingu czy może nieodpowiedniego polskiego tłumaczenia?
Chcecie wiedzieć czym jest życie? Oto odpowiedź Pamuka: Czym jest życie? Pewnym odcinkiem czasu. Czym jest czas? Przypadkiem. Czym jest przypadek? Życiem. Czyż to nie genialne? Dwie linijki banału to jeszcze nic w porównaniu z 300 stronami ociekających bezsensem słów. Lepiej puścić sobie prognozę pogody, duża szansa, że usłyszycie coś głębszego i bardziej poruszającego. Choć życie głównego bohatera dzięki książce zmienia się na zawsze, możecie być pewni, że ta książka nie odmieni waszego sposobu myślenia, nie natchnie i nie zachęci do podkreślenia choćby jednego bardziej wartościowego zdania. Pozostaje tylko jedno pytanie: jak wielu ludzi będzie miało odwagę skrytykować noblistę?



