Film Sama Mendesa pt. „Away We Go” (nieudolne tłumaczenie polskie „Para na życie”, 2009) jest z pozoru nieskomplikowaną historią o parze trzydziestolatków, którzy próbują przygotować się do roli rodziców. Jednak główny wątek stanowi jedynie pretekst do pokazania całej palety osobowości, jakie na swojej drodze spotykają bohaterowie.
Burt Farlander (w tej roli John Krasinski) pracuje w firmie, zajmującej się ubezpieczeniami, jego ukochana, Verona De Tessant (Maya Rudolph) jest rysowniczką. Para spodziewa się dziecka, które za parę miesięcy ma przyjść na świat. Radość wychowywania potomka przyszli rodzice pragną dzielić wraz z dziadkami. Jednak państwo Farlander mają inne plany i opieka nad wnukiem nie wchodzi w ich zakres. Rodzice Burta postanawiają bowiem zrealizować swoje największe marzenie, jakim jest wyjazd do Antwerpii. Paradoksalnie, pomysł ten, staje się również dla Verony i Burta pretekstem do zmiany ich miejsca zamieszkania, gdzie byliby zdani wyłącznie na siebie.
Bohaterowie ruszają w podróż do różnych miejsc, gdzie mają nadzieję osiedlić się na dłużej. W każdym z kolejnych miast spotykają swoich dawnych znajomych, którzy zorganizowali sobie życie, mają stałe prace, rodziny. Uwaga widza zostaje skierowana właśnie na owe modele rodzin, znacząco różniące się od siebie. I tak w Phoenix, Burt z Veroną spotykają dawną szefową Verony, jej męża i dwójkę dzieci. Jest to przykład osób o ograniczonych horyzontach, pozbawionych szacunku do siebie nawzajem, tkwiących w toksycznych relacjach. Pobyt w Tucson przynosi bohaterom ciekawą obserwację. W komediowej scenie reżyser przedstawił rozmowę przypadkowo napotkanej przez bohaterów matki wraz z kilkuletnim synkiem. Kobieta chwaląc się inteligencją syna, prosi go, by opowiedział miłemu państwu, co wie o dzieciach. Blondwłosy chłopiec, ku zgorszeniu matki, mówi o swoich próbach uduszenia małego dziecka.
Z kolei w Madison, bohaterowie odwiedzając kuzynkę Burta, dowiadują się od niej o „ruchu continuum”, wedle którego świat stanie się dla dziecka źródłem alienacji i rozpaczy w stosownym czasie, dlatego należy je jak najdłużej chronić i trzymać blisko siebie. Następne wizyty Verony i Burta u przyjaciół z Montrealu i brata Farlandera w Miami, są dla nich lekcją tego, że bywają również rodziny nieszczęśliwe, starające się ukrywać swoje dramaty i niepowodzenia.
Jak łatwo się domyślić, żaden z modeli nie wydaje się bohaterom na tyle dobry, by chcieli go zastosować w przyszłości. Burt i Verona, mimo, iż wciąż czują się niedojrzali, dzięki odbytej podróży wiedzą, że sami będą tworzyć swoją codzienność, bez narzucania jej ram i ograniczeń. Verona, choć nie chce poślubić Burta, powodowana być może traumą, wywołaną śmiercią jej rodziców, tworzy wraz z Farlanderem udany związek, oparty na wzajemnej szczerości, miłości i zaufaniu.
„Away We Go” zaliczony został do komedii, jednakże jest to obraz niosący ze sobą więcej znaczeń i emocji, aniżeli jedynie chęć rozbawienia publiczności. To mądre kino, opowiadające o zwykłych, a jakże nam bliskich bohaterach, prezentowanych z dużą dozą ciepła i zrozumienia (takie podejście widoczne jest również we wcześniejszych filmach Sama Mendesa, jak choćby „American Beauty” czy w dramacie „Droga do szczęścia”). Ponadto obsadzenie w głównych rolach aktorów mało znanych: Johna Krasinskiego i Mayi Rudolph, stanowi dodatkowy atut filmu; dzięki temu widz utożsamia się z bohaterami, nie rozpraszając swojej uwagi kreacyjną przeszłością aktorów.





